niedziela, 27 grudnia 2015

CO DALEJ Z BLOGIEM?!

Witajcie!
Długo zastanawiałam się, co dalej z Cat Bloguje. Jakby nie było, to moje pierwsze tak długo prowadzone, a co za tym idzie - kochane miejsce w sieci. W ostatnim roku jednak nie miałam dla niego ani czasu, ani serca, co mogliście zresztą zauważyć - postów było niewiele, często znikałam na dłużej, a od maja nie pojawił się żaden nie-paznokciowy post. Wielokrotnie zastanawiałam się nad rezygnacją z pisania, ale wiem, że za bardzo by mi tego miejsca brakowało.

Co dalej z blogiem?
 
Koniec postów z recenzjami kosmetyków.  
Nie zrozumcie mnie źle, pisanie o kosmetykach to nic złego. Ale żeby być czytanym, trzeba w to inwestować nie tylko czas, ale i duże pieniądze. Nikt nie chce czytać o kosmetykach dobrze znanych, tanich, "starych". Trzeba śledzić nowinki, kupować, testować. A potem człowiek puka się w czoło, bo ma 10 otwartych maskar czy 5 kremów, których szkoda wyrzucić, ale których się też nie zużyje. Popadamy w zakupowo-blogową paranoję, ale to już temat na inny post. 
Mam odwagę powiedzieć wprost - nie stać mnie na to, żeby kupować i pokazywać Wam produkty z 'wyższej półki' - blog to dla mnie tylko dodatek do życia, a nie sposób na życie. Nie zarabiam na tym i nie jest to moja praca. Nie mam dobrze płatnej posady czy męża, który mi zasponsoruje nowe zabawki, a uwierzcie - mając skromne kieszonkowe można zapomnieć o robieniu zakupów za kilkaset złotych. 
Nie twierdzę, że nigdy więcej na blogu nie pojawi się klasyczna recenzja - na pewno jeszcze kiedyś taką napiszę. Ale tylko, jeśli to będzie produkt warty mojego stukania w klawiaturę.

Nie zamierzam silić się na oryginalność i nagle zostawać "blogerką paznokciową" (co najmniej jakby to był inny podgatunek człowieka). Tak naprawdę ja się już poniekąd nią czuję. Ale taką racjonalną blogerką paznokciową. Nie będę kupować nowych lakierów, płytek, akcesoriów, tylko po to, żeby pokazać je na blogu. Blog będzie więc swego rodzaju galerią - to tak naprawdę niewielka zmiana, bo zachodzi powoli, od maja. Nadal będę pokazywać Wam zdobienia i lakiery, bo to jest jedyne constans - niezależnie od tego, co się dzieje, staram się paznokcie mieć pomalowane ;-)
 
Współprace - to śliski temat w internecie. O swoich zawsze pisałam wprost, w tym aspekcie nic się nie zmienia. Od dłuższego czasu współpracuję z marką Orly, jestem też częścią Teamu B. marki B. Loves Plates, dlatego też produkty tych marek są częstymi bohaterami postów. Uprzedzając potencjalne zarzuty - fakt, że dostałam coś "za darmo" nie odbija się w mojej opinii. Jeśli coś jest dobre, to piszę, że jest dobre. Jeśli coś zasługuje na krytykę, to choćby mi dali coś za darmo i jeszcze dopłacili, to i tak skrytykuję. Nigdy nie bawiłam się  w płatne posty sponsorowane, nie było i nie będzie u mnie gazetek reklamowych ani marnie ukrywanego lokowania produktu. Blogowanie mnie nie zepsuło - bez obaw. Nadal będzie szczerze.

Nie mogę obiecać, że nie będzie dłuższych przerw między postami. 
Chcę, żeby wpisy pojawiały się regularnie, dwa razy w tygodniu, ale wiecie jak bywa z życiem - czasem splata się tak, że ostatnie, na co ma się siłę i ochotę to pisanie posta. Nie mam w zwyczaju pisać "na zapas", więc jeśli znów pochłonie mnie sesja albo życie rodzinne, to dam Wam o tym znać - najpewniej na facebooku. ;-)

Podsumowując - po posty paznokciowe wpadajcie na bloga, po mieszankę 'lajfstajlową' (podróże, kosmetyki, książki, etc.) na Cat Vloguje, a po porcję mojego najnudniejszego, zupełnie zwyczajnego życia - na instagrama.

Trzymajcie się ciepło (cieplej niż ja, piszę to z gorączką) i stay tuned - ruszamy w nowym roku.

sobota, 19 grudnia 2015

PAZNOKCIE | A SMOLDERING ONE

Witajcie!

Kiedy otworzyłam kolejną paczkę od Orly (uwierzcie, najlepszy Mikołaj pracuje właśnie tam!) wiedziałam, że na paznokciach pierwszy zagości właśnie ten lakier. Nie jeden z aktualnej kolekcji świątecznej/zimowej, ale zarazem najbardziej pasujący do nadchodzącego sezonu. Ciemny, głęboki - jak czerwone wino - podszyty drobinkami, a więc niejednowymiarowy. Zobaczcie i niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że Smolder, bohater dzisiejszego posta, nie jest przepiękny!


Lakier pochodzi z kolekcji Fired Up, która swoją premierę miała jesienią 2012r. Jego zdjęcie na stronie producenta nie do końca oddaje to, co zobaczyłam, kiedy wyjęłam lakier z opakowania - na zdjęciu jest purpurowo-fioletowy, podczas gdy w rzeczywistości to głęboki, intensywny odcień bordowej czerwieni. Wspominałam o drobinkach - tak, Smolder określany jest jako lakier perłowy, ale to nie taka 'chamska', babcina perła; shimmer dodaje lakierowi głębi. Drobinki wbrew pozorom nie są czerwone, a... złote! Cudownie odbijają światło, więc lakier nabiera wyjątkowego wyrazu.


Smolder na paznokciach zachowuje się wzorcowo - idealnie kryje po dwóch warstwach, ma odpowiednio lejącą konsystencję, taką jak w Orlikach lubię najbardziej. Pędzelek jest długi, dość cienki i elastyczny, więc nie ma problemów z rozłożeniem emalii na paznokciach. Na płytce nie widać jego pociągnięć, lakier się samopoziomuje na paznokciu. Wysycha szybko i na wysoki połysk.


Smolder sam w sobie na paznokciach jest już ozdobą i tak naprawdę nie potrzebuje żadnych dodatków. Ale stęskniłam się za stemplami - płytki leżały nieużywane od kilku tygodni, ja wyszłam z wprawy, a przecież zaraz w sprzedaży pojawi się śnieżynkowa płytka B. Loves Plates i trzeba będzie wrócić do gorliwego stemplowania! 
Potraktowałam więc Smolder jako bazę i na dwóch paznokciach u każdej ręki odbiłam wzór z płytki BLP B.01 geometry is perfect przy użyciu srebrnego lakieru B. a Silver Knight tej samej marki. 

Znajdzie się chociaż jedna osoba, która powie, że Smolder nie jest przepiękny? Nie sądzę ;-)

środa, 16 grudnia 2015

PAZNOKCIE | TURN UP THE FAIRY LIGHTS

Witajcie!

Pamiętacie jeszcze jesienną kolekcję Orly, In The Mix? Pokazywałam Wam już Indie i Electropop, do prezentacji został mi jeszcze jeden lakier. I robiłam do niego dosłownie kilkanaście podejść, jednak nigdy nie byłam z efektu zadowolona na tyle, żeby go Wam pokazać. Bo to lakier, który narobił mi sporo problemów - uroczy "śmieciuch" Turn It Up.


Turn It Up to bezbarwna, dość gęsta baza, w której zatopione są setki drobinek. W buteleczce znajdziemy duże żółte, niebieskie i zielone heksy, mniejsze czerwone, ciemnozielone, fioletowe i brzoskwiniowe, a także malutkie białe drobinki. Problemy z tym lakierem pojawiają się dwa: po pierwsze trudno jest znaleźć odpowiedni kolor tła, by wszystkie kolory drobinek było widać, a po drugie - ciężko jest rozłożyć drobinki równo na paznokciu, korzystając tylko z pędzelka. Oczywiście robiąc to gąbką, która pochłonie nadmiar bazy, może się udać. Efekt prób "normalnego" nałożenia lakieru zobaczycie na zdjęciu niżej - na każdym paznokciu jest jedna warstwa glitteru.

Wydaje mi się, że baza jest zbyt gęsta, by można było równomiernie rozłożyć heksy; przekłada się też to na długość wysychania - na środkowym paznokciu, tam, gdzie lakieru jest najwięcej, emalia była długo miękka. Jak większość glitterów, tak i Turn It Up z czasem niestety gęstnieje - mam go od kilku tygodni, bodajże od września, i widzę różnicę w konsystencji - teraz TIU idzie w stronę glutka, niestety...

(PS. Po zmyciu dodam - przygotujcie sobie folię aluminiową i sporo cierpliwości, zmywa się opornie!)

Długo zastanawiałam się, co mogę zrobić z tym lakierem, żeby pokazać go Wam w ładnym wydaniu. No i żeby go trochę uświątecznić, bo te kolory są ewidentnie wiosenno-letnie. Wymyśliłam... lampki choinkowe. A w zasadzie takie trochę lampki, trochę ornamenty - zobaczcie sami:


Na białej bazie domalowałam zakręcony kabelek, a na nim lampki i ornamenty, które wypełniłam heksami wyłowionymi z Turn It Up. Dodałam kilka srebrnych kropek imitujących odblaski światła i wydaje mi się, że w takim wydaniu orlikowy lakier prezentuje się całkiem nieźle ;-)


Jak podoba Wam się Turn It Up w takiej odsłonie? Lubicie w ogóle glittery?

niedziela, 13 grudnia 2015

KIKO MILANO | 497 PEARLY INDIAN VIOLET

Witajcie!

Półtora miesiąca bez postu, no nieźle. Nie chcę po raz kolejny obiecywać Wam, że będzie lepiej, bo pewnie nie - zbliża się sesja, ale na razie wracam. Nie było mnie na blogu, bo po prostu nie malowałam paznokci - były wiecznie połamane albo jakieś takie bezkształtne, bo nie miałam głowy do ich malowania ani nawet czasu, żeby to zrobić. Dzisiaj, dla rozkręcenia, mam dla Was swatche - bardzo proste, ale pięknego lakieru.

W czasie nieobecności na blogu byłam przez kilka dni w Rzymie. Oczywiście wyjazd nie mógłby się obyć bez wizyty w Lushu, który jest zawsze moją "pamiątką z podróży", no i Kiko - salony tej marki są już w Polsce, ale jakoś mi nigdy nie było do nich po drodze. Kiedy weszłam do salonu i przejrzałam lakierowy asortyment, doszłam do wniosku, że większość kolorów mam - skusiłam się więc tylko na jedną buteleczkę, na tyle unikatową, że nie mam podobnej w swojej kolekcji: lakier 497 Pearly Indian Violet.


W pierwszej chwili wydawało mi się, że to zwykły fiolet, zresztą na pierwszy rzut oka nawet na paznokciach wydaje się zupełnie zwyczajnym, ciemnofioletowym lakierem. Dopiero w domu, kiedy podłożyłam butelkę pod jasną lampę, okazało się, że to ciemnofioletowa baza z odrobiną niebieskości, z purpurowym, różowym, złotym, miedzianym i niebieskim shimmerem. Dosłownie kosmos w buteleczce!
W internecie mówi się, że to niemalże idealnie dokładny dupe dla lakieru Chanel Taboo - oczywiście nie mam lakieru Chanel, żeby porównać, ale sądząc po zdjęciach, to faktycznie bardzo podobne do siebie lakiery.


Lakier jest dość gęsty i do uzyskania pełnego krycia na krótkich paznokciach spokojnie wystarczyłaby jedna warstwa; u mnie było widać drobne prześwity i niedociągnięcia, więc dołożyłam drugą - całość wyschła w przeciętnym czasie, nie tak szybko jak Orly, ale nie musiałam też czekać godziny. Na zdjęciach oczywiście widzicie go pod warstwą topu z Sally Hansen, po dwóch dniach noszenia. 


Na żywo nie widać tych minimalnie startych końcówek!
Pędzelek jest dość szeroki, spłaszczony, więc nie sprawia problemów w malowaniu, natomiast shimmer rozkłada się równomiernie, nie ma ryzyka, że w jakimś miejscu baza będzie 'goła'. Nie wiem jeszcze, jak wygląda kwestia jego zmywania, ale po doświadczeniach z innymi shimmerowymi lakierami zgaduję, że może wymagać więcej pracy, niż lakier kremowy. 


W Polsce lakiery z tej serii kosztują 15 zł (lub 9,90 zł w promocji), ja we Włoszech zapłaciłam niecałe 2 euro. Jak teraz przeglądam inne kolory na stronie producenta, to żałuję, że nie przyjrzałam się dokładniej na przykład Metallic Steel Blue, Blue Multicolor, Vino Perlatoo czy Metallic Mercury Purple - zwłaszcza ten ostatni wygląda niesamowicie : D 

Jak podoba Wam się ten mały kosmos? Macie jakieś doświadczenia z lakierami Kiko?

sobota, 31 października 2015

PAZNOKCIE | SPOOK-TACULAR

Witajcie!

To co, cukierek czy psikus? ;-) A może podobnie jak ja, wybieracie wieczór z telewizorem? Cokolwiek nie robicie, bawcie się dobrze! Ja w tym roku poszalałam trochę z halloweenowymi stylizacjami, zrobiłam też upiorne paznokcie, które chciałabym Wam dziś pokazać.


Bazą zdobienia jest monochromatyczny gradient, zrobiony lakierami Golden Rose Rich Color 76 i 35, szarym Bell Air Flow i metalikiem NYC Bowery Black, przy użyciu gąbki kuchennej.
Na wszystkich paznokciach oprócz serdecznego odbiłam wzory gałęzi z płytki B. Loves Plates B04 leaves of happiness, srebrnym lakierem B. A Silver Knight. Na serdecznym wylądował uroczy pajączek zwisający z pajęczyny ;-)

Jeśli chcecie zobaczyć, jak - krok po kroku - wykonałam to zdobienie, to zapraszam na film ;-)


wtorek, 27 października 2015

PAZNOKCIE | FIRST LEAVES

Witajcie!

Po krótkiej przerwie zapraszam na kolejny paznokciowy post. Tym razem chcę Wam pokazać zdobienie, które 'wydziubałam' przed wyjazdem na Meet Beauty - to, że zanim tam dotarłam, paznokcie się połamały, a końcówki starły, to pominę, najważniejsze, że i tak zdobienie zwracało uwagę.

Zainspirował mnie tak naprawdę lakier Orly - First Blush. Wiedziałam, że ten ciepły, poziomkowy odcień koralu/różu będzie świetnie komponował się z jesiennymi wzorami, chociaż w zasadzie należy do wiosennej kolekcji Blush 2014. 


First Blush faktycznie przypomina kolorem delikatny rumieniec. Jest cukierkowy i uroczy, ale jednocześnie ciepły i klasycznie kobiecy. Nie jest neonowy, jak może się wydawać na niektórych zdjęciach - delikatne przykurzenie sprawia, że idealnie sprawdzi się na każdą porę roku, nie tylko na lato. Pochwały na temat właściwości lakieru mogę powtarzać jak mantrę - konsystencja jest idealna, a emalia rozkłada się na paznokciu równo, nie tworzy prześwitów i nie rozlewa się na skórki. First Blush to lakier kremowy, do pełnego krycia potrzebuje dwóch cienkich warstw. 


W dzisiejszym zdobieniu lakier First Blush trafił tylko na jeden paznokieć - pozostałe zajął przybrudzony szarością fiolet Orly You're Blushing, złoto Essence A Piece of Forever i naklejki z płytki B. Loves Plates B.04 leaves of happiness, robione metodą reverse stamping. 
Naklejki odbiłam przy pomocy lakieru B. A Black Knight i wypełniłam tymi samymi lakierami, które zagościły na pozostałych paznokciach, dodając ciemniejsze akcenty lakierem Catrice Raspbery Fields Forever.



Taką ciepłą, kolorową jesień akceptuję nawet w postaci paznokciowej! A co Wy o niej sądzicie? jak podoba się Wam to połączenie? ;-)

niedziela, 11 października 2015

PAZNOKCIE | HOLO-BLOWN

Witajcie!

Ostatni tydzień zniknął mi nie wiem gdzie (przyznajcie się, kto mi ukradł?!), nawet nie miałam czasu porządnie pomalować paznokci. Na szczęście dzisiaj z urodzinową wizytą wpadła do mnie Ania, czyli B. i profesjonalnie odpicowała mi paznokcie. A wiadomo - jak Ania, to holo i stemple ;-)


Wybór padł na przepiękne, srebrne holo - Mirrorball od Orly. Ja nie mam słów, ten lakier jest po prostu idealny! Kryje po dwóch warstwach, po wyschnięciu jest leciutko chropowaty, a zmywa się bez zarzutu. W cieniu nie widać jego mocy, ale w słońcu czy sztucznym świetle to prawdziwa holo-tęczowa miazga. Zresztą, widzicie te kolory na drugim planie powyższego zdjęcia?! Ja się ślinię!


Bez obaw, moje paznokcie nie zrobiły się nagle wypukłe! To tylko złudzenie optyczne prosto z płytki B. Loves Plates B.03 mind blown, stemplowane metalicznym lakierem B. A Twilight z jesiennej kolekcji BLP. Nie do końca udało mi się oddać na zdjęciu metaliczny efekt tego ciemnoszarego lakieru, ale już widzieliście w teście, że jest boski ;-) 


Nie mogę się napatrzeć na swoje paznokcie w sztucznym świetle, mam nadzieję, że Wam takie holo-złudzenie się również spodoba ;-)

sobota, 3 października 2015

B. LOVES PLATES | B. A TWILIGHT & B. A RED WINE - STAMPING POLISH

Witajcie!

Widzieliście już lakiery B. Loves Plates z podstawowej kolekcji (dla przypomnienia: biały i czarny, srebrny i złoty), a także moje cukierki z kolekcji letniej (koralowa czerwień i fiolet). Czas owinąć się szczelniej kocem i przyjrzeć metalicznej kolekcji jesiennej - Let's Fall In Love. 


W jej skład wchodzi 6 lakierów o numerach od BLP17 do BLP22: ciemnoszary B. A Twilight, niebieski B. A Raindrop, zielony B. A Fairy Forest, fioletowy B. A Lilac Sweater, czerwony B. A Red Wine i pomarańczowy B. A Scary Pumpkin.


W mojej kolekcji znajdują się B. A Twilight i B. A Red Wine, więc spieszę z moim klasycznym testem i prezentacją. Warunki testu:
- każdy lakier został przetestowany na 3 wzornikach, pokrytych dwiema warstwami kolorowego lakieru,
- do testów wybrałam białą, czarną i szarą bazę,
- do stemplowania każdego koloru użyłam tego samego wzoru* z płytki B.02 flower power,
- lakier nakładałam wąskim paskiem na szczycie wzoru i rozciągałam zdrapką,
- używałam tego samego stempla (Jumbo z BLP), tej samej zdrapki, tej samej techniki stemplowania,
- niedociągnięcia wynikają z braku moich umiejętności w zakresie stemplowania na wzornikach ;-)


B. A Twilight kojarzy mi się nieodparcie z płynnym metalem. To bardzo ciemny srebrny metalik, złamany czernią, z miliardem srebrzystych drobinek. Wzór pokryty lakierem bez zarzutów przenosi się na stempel, a potem na paznokieć, ale przy czyszczeniu skórek i płytki drobinki mogą migrować, dlatego płytkę dobrze jest wytrzeć wacikiem nasączonym zmywaczem, pocierając w różnych kierunkach, a paznokieć zabezpieczyć warstwą lateksu czy bazy peel-off.



Na białych i jasnych bazach wygląda jak czarny, na szarości się mieni, ale dopiero na czarnym podkładzie prezentuje swoje metaliczne oblicze w pełnej krasie. Tak jak widzicie na wzornikach - nawet przy drobnych, skomplikowanych wzorach, odbija się bez zarzutu.


B. A Red Wine to czerwony metalik ze srebrnymi i malinowymi drobinkami.  Jak to w przypadku metalików - przy zmywaniu resztek lakieru z płytki i ze skórek wokół paznokcia, trzeba uważać na migrujące drobinki. ;-)



Tak jak widzicie, początkowo chciałam stemplować drobnymi różami, ale nauczona doświadczeniem z B. A Berry Smoothie zmieniłam wzór na coś o większej powierzchni pokrytej kolorem. W ten sposób możecie dokładnie zauważyć, że metaliczna czerwień świetne pokrywa lakier bazowy i pięknie się mieni ;-)

Cały set lakierów z jesiennej kolekcji dostępny jest tutaj, w cenie 85,90 zł, natomiast pojedyncze lakiery kosztują 15,90 zł i są dostępne tu: B. A Twilight, B. a Red Wine.

Na tym na razie kończę prezentację stemplowych lakierów B. Loves Plates, ale nie wątpię, że niebawem pokażę Wam kolejną ich odsłonę - Ania pewnie już jest w trakcie pracy nad kolejnymi odcieniami. Który z dotychczas pokazywanych lakierów wydaje się Wam niezbędny do stemplowania? Jeśli macie lakiery BLP, koniecznie dajcie mi znać które i jak się Wam sprawują!


Recenzje produktów B. Loves Plates, które mogą Was zainteresować:

środa, 30 września 2015

PAZNOKCIE | TRÓJKĄTY I KWADRATY

Witajcie!

W związku z tym, że jutro rozpoczyna się rok akademicki, musiałam zrobić porządek ze swoimi paznokciami i w końcu narzucić na nie jakiś kolor - wybór padł na przepiękny, głęboki granat od Orly i delikatne stemple z płytki hehe. Właśnie ten duet zobaczycie na poniższych zdjęciach ;-)


Bazą dzisiejszego zdobienia jest cudny, głęboki granat - lakier Midnight Show z tegorocznej, jesiennej kolekcji Orly. Midnight Show jest kremowy i dość gęsty, ma charakterystyczną dla Orlikowych kremów konsystencję, do pełnego krycia wystarczą dwie, cienkie warstwy. To dość nietypowy granat, bo nie zupełnie czysty - jest jakby delikatnie przykurzony, w słabym świetle wydaje się wręcz czarny. 
Chociaż nie lubię niebieskości na paznokciach (głównie dlatego, że często barwią płytkę), to po te od Orly sięgam dość często, i to z pełnym zaufaniem - nigdy nie mam problemów z usunięciem lakieru ze skórek czy zabarwionymi paznokciami. Midnight Show nie jest wyjątkiem. ;-) 


Do granatowej bazy chciałam dołączyć jakieś drobne zdobienie - padło na stemple z płytki hehe002, którą dostałam od sklepu LadyQueen. To okrągła płytka o średnicy 5,5 cm z czterema wzorami - trójkątami, prostokątami, gwiazdkami i czymś w rodzaju strzałek. Na każdy wzór przypada około 3 cm w najszerszym miejscu, przy czym dwa dolne wzory są odrobinę mniejsze przez napis. Wzory odbijają się poprawnie - nie powiem, że idealnie, bo w niektórych miejscach są prześwity i nie za każdym razem udaje się odbić cały wzór, ale kiedy już się uda, na paznokciach wyglądają naprawdę dobrze ;-)
Jeśli spodobała Wam się ta płytka, to znajdziecie ją tutaj - obecnie kosztuje 2,99$, ale oczywiście mam dla Was kod rabatowy - wpisując KELC15 zaoszczędzicie 15%.


Tym razem na paznokciach wylądował wzór trójkątów i kwadratów (no, prostokątów, ale chciałam, żeby pasowały do tytułu piosenki : D), stemplowany srebrnym lakierem B. Loves Plates B. A Silver King. Całość nie rzuca się bardzo w oczy, ale to fajne urozmaicenie zwykłego-niezwykłego lakieru, prawda? ;-)

poniedziałek, 28 września 2015

B. LOVES PLATES | B. A SUNSET & B. A BERRY SMOOTHIE - STAMPING POLISH

Witajcie!

Kontynuujemy maraton ze stemplowymi lakierami marki B. Loves Plates - w poprzednim poście pokazywałam Wam srebrny B. A Silver King i złoty B. A Golden Queen, a dzisiaj cofniemy się odrobinę w czasie do letniej kolekcji kremowych lakierów - My Perfect Summer. W skład kolekcji wchodzi 6 lakierów o numerach od BLP11 do BLP17 - błękitny B. A Blue Ocean, trawiasty zielony B. A Fresh Mojito, ciepły żółty B. A Sunshine, pomarańczowy B. A Juicy Tangerine oraz koralowo-czerwony B. A Sunset i fioletowy B. A Berry Smoothie. Dwa ostatnie są bohaterami dzisiejszego posta ;-)

zdj. B. Loves Plates
 Tak, dobrze się domyślacie - one też musiały przejść mój test. Warunki pozostają niezmienne:
- każdy lakier został przetestowany na 3 wzornikach, pokrytych dwiema warstwami kolorowego lakieru,
- do testów wybrałam białą, czarną i holograficzną bazę,
- do stemplowania każdego koloru użyłam tego samego wzoru z płytki B.02 flower power,
- lakier nakładałam wąskim paskiem na szczycie wzoru i rozciągałam zdrapką,
- używałam tego samego stempla (Jumbo z BLP), tej samej zdrapki, tej samej techniki stemplowania,
- niedociągnięcia wynikają z braku moich umiejętności w zakresie stemplowania na wzornikach ;-)


Aspekty techniczne pozostają bez zmian - charakterystyczna dla lakierów Colour Alike buteleczka zyskała naklejkę z tęczowym logo B. Loves Plates, a na dnie buteleczki znajduje się druga, z nazwą i numerem lakieru. Tym razem wszystkie nazwy nawiązują oczywiście do lata - mamy zamknięte w buteleczkach ocean, drinki, zachód słońca i soczyste owoce. 


B. A Sunset na żywo jest trochę bardziej różowo-koralowy, musicie mi uwierzyć. ;-) Przypomina mi właśnie płonące podczas zachodu słońca niebo. Jest bardzo dobrze napigmentowany i gęsty, więc dosłownie paseczek lakieru wystarczy, by pokryć cały wzór. Na paznokciu lakier odbija się matowo, podobnie jak biały i czarny lakier z kolekcji podstawowej. 



Oczywiście na białej i czarnej bazie lakier wygląda idealnie. Byłam ciekawa, czy poradzi sobie z wyzwaniem, jakim jest przykrycie holograficznej bazy (w tej roli Orly Mirrorball) - jak sami widzicie, pigmentacja i konsystencja lakieru pozwoliły dokładnie zakryć bazę w miejscach, gdzie odbił się stempel. Przyjemny dodatek to łatwość w usunięciu lakieru z płytki i skórek wokół paznokci.


Kiedy pierwszy raz zobaczyłam B. A Berry Smoothie, jeszcze zanim wiedziałam, jaką będzie nosił nazwę, nie mogłam się pozbyć skojarzenia z jagodowym koktajlem. Widocznie wielkie umysły myślą tak samo, prawda, Ania? ;-) W rzeczywistości jest delikatniejszy niż na zdjęciach, to piękny odcień lila. Podobnie jak B. A Sunset jest bardzo dobrze napigmentowany i gęsty, a na paznokciach matowy.



W przypadku tego lakieru wybrałam nie najlepszy wzór do stemplowania - cienkie linie kwiatów odbiły się oczywiście dobrze, ale teraz tak myślę, że przy większym wzorze lepiej byłby widoczny kolor. Czasu nie cofnę, ale przy okazji możecie zobaczyć, że nawet niewielka ilość lakieru, jak zostaje w tak drobnym wzorze, przykrywa holo bazę ;-)

Chociaż lato już za nami, to kremowe lakiery z letniej kolekcji wracają dzisiaj do sprzedaży - szukajcie ich tutaj; cała kolekcja kosztuje 79,90 zł, a pojedyncze lakiery 14,90 zł. 

Recenzje produktów B. Loves Plates, które mogą Was zainteresować:

piątek, 25 września 2015

B. LOVES PLATES | B. A SILVER KING & B. A GOLDEN QUEEN - STAMPING POLISH

Witajcie!

Moje paznokcie wracają już do normy, ale do przygotowania tego i kilku następnych postów posłużyły mi pojedyncze wzorniki - mam Wam do pokazania kolejne lakiery do stempli marki B. Loves Plates. Dzisiaj zaczniemy od dwóch lakierów, które dołączyły do białego i czarnego z kolekcji podstawowej, a w kolejnych postach pokażę Wam kremową kolekcję letnią i metaliczną jesienną.

Niedawno do asortymentu marki dołączyły dwa, długo wyczekiwane lakiery z kolekcji podstawowej: BLP03 B. A Silver King oraz BLP04 B. A Golden Queen. To logiczna kolej rzeczy - skoro mamy już idealną czerń i doskonałą biel, to czas stemplować po królewsku!

Oczywiście poddałam nowe lakiery testowi, którego warunki są podobne, jak przy białym i czarnym lakierze:
- każdy lakier został przetestowany na 4 wzornikach, pokrytych dwiema warstwami kolorowego lakieru,
- do stemplowania każdego koloru użyłam tego samego wzoru z płytki B.04 leaves of happiness,
- lakier nakładałam wąskim paskiem na szczycie wzoru i rozciągałam zdrapką,
- używałam tego samego stempla (Jumbo z BLP), tej samej zdrapki, tej samej techniki stemplowania,
- niedociągnięcia wynikają z braku moich umiejętności w zakresie stemplowania na wzornikach ;-)


Lakiery powstały we współpracy z Colorowo, dlatego niemal niczym nie różnią się od klasycznych lakierów Colour Alike. Nie brakuje jednak elementów wizualnie prezentujących markę - na zakrętce znajduje się logo B. Loves Plates - tęczowe serduszko, a na dnie buteleczki naklejka z numerem i nazwą lakieru. Oczywiście same nazwy poszczególnych lakierów w kolekcji są ze sobą powiązane - mieliśmy już Królewnę Śnieżkę i Mrocznego Rycerza, teraz dołączają do nich Srebrzysty Król i Złota Królowa.  



B. A Silver King to chłodne srebro o metalicznym wykończeniu, naszpikowane miliardem srebrnych drobinek. Jego konsystencja jest odpowiednio gęsta, by był idealnym lakierem do stemplowania. Wzór pokryty lakierem bez zarzutów przenosi się na stempel, a potem na paznokieć, ale przy czyszczeniu skórek i płytki drobinki mogą migrować, dlatego płytkę dobrze jest wytrzeć wacikiem nasączonym zmywaczem, pocierając w różnych kierunkach, a paznokieć zabezpieczyć warstwą lateksu czy bazy peel-off.




B. A Silver King jest na tyle ciemny, że odbija się wyraźnie nawet na białej bazie, ale klasę pokazuje też na ciemniejszych czy kolorowych lakierach. Na białym lakierze najbardziej widać, jak się mieni - ciemne bazy nie dają mu takiego pola do popisu. 



B. A Golden Queen to jasne, metaliczne złoto w żółtym odcieniu. Od Ani wiem, że to ono było właśnie największym wyzwaniem. Dotychczas złote wzory stemplowałam lakierem Essence A Piece of Forever, ale Złota Królowa nie zastąpi mi go - głównie dlatego, że to po prostu inny odcień złota - to od Essence jest cieplejsze i ciemniejsze, bardziej głębokie.
Podobnie jak srebro, złoty lakier jest napakowany drobinkami, więc również trzeba uważać na skórki i dokładnie czyścić wzorki na płytce.



Za szybko odbijałam na granacie i ściągnęłam lekko bazę : (
 Złoto w mojej opinii wygląda fantastycznie na wszystkich kolorach, ale wydaje mi się, że dopiero w połączeniu z czernią jest w pełni klasyczne, takie glamour. Oczywiście aspekty techniczne i odbijanie się wzorów nie pozostawiają mi pola do narzekań. 

Kolejny raz muszę powiedzieć, że Ania stworzyła po prostu idealne lakiery do stempli. I nie mówię tego dlatego, że jest moją przyjaciółką, ani dlatego, że należę do Teamu B. - testowałam różne lakiery, zarówno srebrne, jak i złote, i jak dotąd nie znalazłam takich, które tak świetnie sprawdzałyby się do stemplowania, jak te prezentowane dzisiaj. 

Lakiery dostępne są tutaj: B. A Silver King, B. A Golden Queen w cenie 15,90 zł za sztukę.

Recenzje produktów B. Loves Plates, które mogą Was zainteresować: